piątek, 18 maja 2018

Królowe Dramy, czyli Giant Days, tom 1


Giant Days to komiks niepozorny. Spin-off jakiegoś komiksu internetowego, opowiadający o codziennym życiu trzech młodych dziewczyn na studiach. Ot, życiówka, z którą w żaden sposób nie mogę się utożsamiać. Jednak Giant Days to jeden z najlepszych komiksów, jakie ostatnio czytałem.

Esther, Susan i Daisy niedawno zaczęły studia w Londynie. Pomimo wielu dzielących je różnic dziewczęta przyjaźnią się; są jak trzej muszkieterowie, same naprzeciw licznych dramatów studenckiego życia. Na tych właśnie dramatach skupia się Giant Days; bohaterki zmagają się z seksizmem, imprezami, przeziębieniem itd. Jak mówiłem - życiówka, i czyta się ją świetnie. Przede wszystkim dlatego, że odpowiedzialny za scenariusz John Allison napisał tak wiarygodne, ciekawe postaci. Susan, Daisy i Esther żyją na kartach komiksu, a ich życie po prostu chce się śledzić, chce się im kibicować, bo już od pierwszej strony zyskują sobie sympatię czytelnika, a towarzyszący im drugi plan żadną miarą nie jest gorszy, tam również znajdą się interesujące postaci, które łączą przeróżne relacje z głównymi bohaterkami komiksu. Choć te postaci nie uczestniczą w żadnej większej fabule - czytelnik po prostu obserwuje ich perypetie na studiach - Giant Days czyta się jednym tchem. Ogromna w tym zasługa konstrukcji opowieści. Giant Days jest spin-offem komiksu internetowego Scary Go Round, samo również na początku było publikowane w internecie, więc jest skonstruowane jak komiks internetowy: każda strona kończy się jakąś puentą, często jakimś żartem. Dzięki temu każda strona jest satysfakcjonująca i wzbudza chęć przeczytania jeszcze jednej, i tak aż dotrze się do końca. Muszę też wspomnieć o humorze Allisona, bo Giant Days jest komiksem bardzo śmiesznym. Zarówno żarty wizualne, jak i dialogi działają tutaj świetnie, podczas lektury wiele razy zdarzyło mi się głośno zaśmiać, a to nie zdarza się często.

Rysunki Lissy Treiman pokolorowane przez Whitney Cogar są przeurocze. Kreska Treiman jest bardzo cartoonowa, przypomina styl, w jakim Allison rysuje swoje Scary Go Round, ale jest wyraźnie ładniejsza, bo Treiman jest po prostu lepszą rysowniczką. Jej rysunki są ładne, dynamiczne, pokazują akcję z ciekawych perspektyw, a mimika jej postaci jest bardzo ekspresyjna, niemalże mangowa. Pastelowe kolory Whitney Cogar jeszcze dodają tym rysunkom uroku, a efektem współpracy obu pań jest komiks prześliczny, który ogląda się i czyta z wielką przyjemnością.

Giant Days wydawało mi się komiksem niepozornym, ale miło się zaskoczyłem i strasznie się z tego cieszę. Przygody Daisy, Esther i Susan na studiach są przezabawne i bardzo ciepłe, trafiają prosto w serduszko i wywołują takie ciepłe uczucie podczas lektury, podnoszą na duchu. Czytajcie Giant Days, bo bardzo warto.