poniedziałek, 13 listopada 2017

Książę Mononoke


Nie każda manga musi być wiekopomnym dziełem mającym wpływ na przyszłych twórców. Pomiędzy takimi pozycjami warto poczytać coś lekkiego, łatwego i przyjemnego, a w roli takiego czytadła idealnie sprawdza się Posępny Mononokean Kiri Wazawy, seria czerpiąca garściami z japońskiego folkloru.

Piętnastoletni Hanae Ashiya został opętany przez demona, przez co nie mógł normalnie uczęszczać na lekcje w liceum. Zdesperowany poprosił o pomoc egzorcystę, Mistrza Mononokeanu, Haruitsukiego Abeno, który zgodził się rozwiązać jego demoniczny problem, ale za wysoką cenę. Ashiya nie miał takich pieniędzy, więc od tamtej pory pracuje dla Abeno aby odpracować dług. Szybko okazuje się, że Ashiya i Abeno są w tym samym wieku i nawet chodzą do tej samej klasy. Powiedziałbym, że w ten sposób zaczyna się fabuła Posępnego Mononokeanu, ale tak na dobrą sprawę ta manga nie ma fabuły. Chłopcy po prostu przeżywają różne przygody w ramach pracy egzorcystów, ale, poza spłatą długu, nie łączą się one w jakiś główny wątek i zamiast wynikać jedna z drugiej po prostu następują po sobie. Co prawda Abeno ma jakąś tajemniczą, mroczną przeszłość, z której rzekomo wynika jego tytułowa posępność, ale ten wątek pojawia się rzadko i, przynajmniej w pierwszych czterech tomach, nie ma wpływu na wydarzenia z teraźniejszości. Zresztą, pomimo tytułu, mrok w ogóle nie jest domeną Posępnego Mononokeanu, bo jest to manga bardzo lekkostrawna i feelgoodowa, i właśnie w tym tkwi jej siła. Przygody chłopców są ciekawe, ale pozbawione poważnych zagrożeń, co czyni lekturę odstresowującą i niezwykle przyjemną. Taki mangowy odpowiednik wizyty w spa.

Zdecydowanie najciekawszym elementem Posępnego Mononokeanu jest świat przedstawiony. Egzystujące obok siebie świat ludzi i zaświaty, z których pochodzą demony, przypominają Spirited Away studia Ghibli i The Boy and the Beast studia Chizu. Zaświaty są niemal identyczne jak świat bestii z filmu Hosody, a rysowane przez Wazawę demony bez problemu odnalazłyby się w dziele Miyazakiego. W ogóle demony z tej mandze są super, zarówno wizualnie jak i fabularnie, więc wielbiciele japońskiego folkloru znajdą tu dużo dobrego. Oczywiście jest tu obowiązkowy lisi demon, ale znajdą się też stwory o wiele ciekawsze, jak np. demon, którego twarz nie jest zdolna do wyrażania emocji, więc w tym celu zakłada maski przedstawiające różne grymasy. Poznawanie kolejnych takich stworów daje mnóstwo zabawy i samo to powinno być wystarczającym powodem do czytania tej mangi.

Jednak z pewnością nie jedynym, bo również strona wizualna Posępnego Mononokeanu jest świetna. Rysunki Kiri Wazawy są prześliczne i bardzo wyraziste, do tego trochę ostre i kanciaste, co dodaje im charakteru i trochę kojarzy się z wczesną kreską Tite Kubo. Taki styl może się również kojarzyć z komiksami internetowymi i nie bez powodu, bo w Japonii kolejne rozdziały Posępnego Mononokeanu publikowane są w magazynie internetowym Gangan Online. Bardzo podoba mi się również narracja. Niespieszna, pozwalająca wybrzmieć poszczególnym scenom. Może nie ma w niej fajerwerków i niesamowicie oryginalnych sekwencji, ale widać, że autorka wie jak opowiadać swoją historię w formie komiksu, więc bardzo dobrze się to czyta. Na plus są również kolorowe obwoluty i kolorowe ilustracje pojawiające się na początku każdego tomiku, które są po prostu przepiękne i aż chciałoby się, żeby cała manga była w kolorze.

Niestety, w beczce miodu musi być łyżka dziegciu. Otóż Posępny Mononokean rzekomo jest komedią, ale nie jest zbyt zabawny. Ma kilka niezłych żartów i można się uśmiechnąć podczas lektury, ale do poziomu humoru One-Punch Mana czy Kulinarnych Pojedynków zdecydowanie tej mandze daleko, i raczej nie polecałbym jej ze względu na walory komediowe.

W Polsce Posępny Mononokean wydało wydawnictwo Waneko, i odwaliło kawał dobrej roboty, więc nie mam się do czego przyczepić. Tomiki mają standardowy dla Waneko format, a w treści nie rzuciły mi się w oczy żadne literówki ani błędy, i nawet tłumaczenie brzmi naturalnie i nie straszy pseudomłodzieżowym językiem. Do tego w każdym tomiku na początku znajduje się kolorowa ilustracja, a na końcu posłowie od autorki.

Posępny Mononokean nie jest pozycją obowiązkową i nic nie stracicie nie czytając go. Jest jednak serią niezwykle przyjemną i niemal pozbawioną wad, co czyni go idealną lekturą podczas leniwego popołudnia lub podróży komunikacją miejską. Polecam dać mu szansę w przerwie od czytania ciekawszych komiksów, bo to naprawdę świetne czytadło. 


Recenzja na podstawie pierwszych czterech tomów serii. Mangę do recenzji udostępniło wydawnictwo Waneko.