niedziela, 8 kwietnia 2018

Czołg Dziewczyna, tom 1



Tank Girl jaka jest, każdy widzi. Chleje, śmierdzi i jeździ czołgiem. Taka właśnie Tank Girl jest tytułową bohaterką klasycznego, brytyjskiego komiksu stworzonego przez Jamiego Hewletta i Alana Martina, i oryginalnie publikowanego w magazynie Deadline. W ubiegłym roku, za sprawą wydawnictwa Non Stop Comics również polscy czytelnicy doczekali się rodzimego wydania Tank Girl. Sam wcześniej zupełnie nic nie wiedziałem o tej postaci i jej przygodach, więc podchodzę do tego komiksu z pozycji nowego czytelnika, bez sentymentu czy różowych okularów nostalgii, jednak muszę wam powiedzieć, że Tank Girl przetrwała próbę czasu i wciąż kopie tyłki.

Pierwszy tom Tank Girl to zbiór piętnastu krótkich odcinków pierwotnie opublikowanych w Deadline'ie. Akcja komiksu dzieje się w postapokaliptycznej Australii, i choć z początku nie ma w nim zbyt wiele fabuły, to z czasem wyłania się jakiś kręgosłup potencjalnego głównego wątku. Jednak nie o fabułę tu chodzi, a o klimat, o cudowny w swojej beznadziejności humor, o absolutną wolność, jaką można poczuć tylko w komiksie undergroundowym. Tank Girl jest absurdalna i surrealistyczna, pełna odniesień do popkultury*, bardzo wulgarna, i w tym wszystkim wspaniała, mocno punkowa. I właśnie trochę tak jak muzykę punkową powinno się traktować ten komiks, bo to nieskładny bałagan pełen emocji, i to jest super.

Scenariusze Hewlett i Martin tworzyli wspólnie, ale już za ilustracje odpowiedzialny jest wyłącznie Hewlett, i te są bardzo dobre, więc jeśli kogoś nie przekonuje idiotyczna fabuła i żarty o siusiakach (nie wiem, jak kogoś może to nie przekonywać, ale są tacy ludzie), to warto się zainteresować Tank Girl chociażby dla rysunków. Pierwszy tom jest w całości czarno-biały, a kreska Hewletta jest śliczna – pomimo rysowania często niezbyt ślicznych rzeczy – i nieprawdopodobnie szczegółowa. Serio, na tych rysunkach tyle się dzieje, że czasami może to przytłoczyć, ale o to chodzi, ma to swój urok. Warto też wspomnieć, że Jamie Hewlett jest artystą stojącym za projektem muzycznym Gorillaz, co może zainteresować bardziej przypadkowych czytelników.

Tank Girl zdecydowanie nie jest komiksem dla wszystkich, ale osoby sympatyzujące z punkową ideologią lub znajdujące uciechę w rynsztokowym humorze odnajdą się tu jak ryba w wodzie. Mi komiks bardzo przypadł do gustu; mam nadzieję, że kolejne tomy będą co najmniej równie dobre.

*wiele z nich jest wytłumaczonych w przypisach na ostatniej stronie